Muzeum Ferrari w Maranello
Atrakcje,  Miejsce,  Włochy

Muzeum Ferrari w Maranello niedaleko Bolonii

Bolonia to stolica regionu Emilia Romagna i jednocześnie siedziba kilku topowych marek motoryzacyjnych jak Lamborghini, Ducati, czy Maserati, a nieopodal w mieście Maranello znajduje się też siedziba i muzeum Ferrari. Fani motoryzacji powinni się zatem czuć tutaj jak ryba w wodzie. Ja wielkim fanem motoryzacji nie jestem, ale od lat śledzę F1 i czułem się znakomicie podczas tej wycieczki.

Bolonia jako baza wypadowa

Do Bolonii można dolecieć z kilku polskich miast w miarę rozsądnych pieniądzach. Razem z kolegą zdecydowaliśmy się na spontaniczny wyjazd ze względu na to, że w połowie kwietnia kupiliśmy bilet w dwie strony w Ryanair za 78 zł. Oczywiście w taryfie, gdzie możesz zapakować się jedynie w plecak. Taka opcja jednak na dwa dni zupełnie nam wystarczyła. 

Od razu wiedzieliśmy, że Bolonia nie będzie naszą główną atrakcją. Też chcieliśmy ją trochę pozwiedzać, ale cel obraliśmy zupełnie inny. Stolica regionu Emilia Romagna posłużyła nam jako baza wypadowa do Imoli oraz Maranello. Podróż do tych miasteczek trwała od pół do godziny czasu, więc nie ma dramatu. 

Pociągiem z Bolonii, by zobaczyć bolidy w Maranello

Szukaliśmy najbardziej optymalnego rozwiązania pod kątem transportu i padło na pociągi. Sieć połączeń regionalnych na tle tego co znam z Polski jest imponująca. Właściwie nie potrzebowaliśmy znać konkretnej godziny odjazdu pociągów, bo te startowały mniej więcej co 20-30 minut. 

Bilety można kupić w automatach na dworcu. To bardzo proste. Jest kilka języków do wyboru, ale polskiego nie ma. Poradzicie sobie na pewno z angielskim, niemieckim, francuskim, czy włoskim. A nawet jeśli nie, to wydaje mi się, że “na czuja” też dacie radę, bo sam interfejs oparty jest na ikonkach. Należy kliknąć lupkę, aby wyszukać miejsce docelowe, wpisać je z klawiatury. Następnie w dolnym prawym rogu jest guzik coś na zasadzie “dalej”. Pokaże się lista z najbliższymi możliwymi pociągami i cenami. Do Imoli czy do Modeny płaciliśmy 4,30 euro w jedną stronę od osoby. Tam będzie też widoczny czas podróży. Wybieracie poprzez kliknięcie w ikonkę świnki skarbonki. Potem już tylko płatność zbliżeniowa lub kartą jak w bankomacie i drukują się bilety. 

Jak jesteście odpowiednio wcześnie i sprawdzicie na tablicy odjazdów, z którego peronu, to warto jeszcze na 10 minut przed wyjazdem sprawdzić jeszcze raz. Potrafią skubańcy zmienić. Aha no i zwracajcie w Bolonii uwagę na numer peronu, bo jest numeracja bodaj od 1 do 3 na takich jakby lokalnych torach, a później znów taka sama numeracja na takich dłuższych peronach centralnych. Stamtąd odjeżdżają pociągi na linii Piacenza – Ancona, którymi my podróżowaliśmy do wspomnianych wcześniej miasteczek.

Maranello mogłoby się nazywać Ferrari

O Imoli jeszcze napiszę innym razem. Teraz skupimy się na Maranello. Ta podróż wiązała się z przesiadką na komunikację podmiejską w Modenie. Z Bolonii do Modeny jechaliśmy zatem ok. 20 minut, a potem autobusem jakieś pół godziny do siedziby Ferrari. Tu podpowiedź, abyście po wyjściu z dworca kolejowego udali się na prawo na Autostazione i wybrali autobus linii 800. Wysiądziecie na przystanku Maranello Ferrari. Co prawda w autobusie nie mieliśmy żadnego uprzedzania jaki jest następny przystanek, ale będziecie wiedzieli, że pora wysiadać, gdy po prawej stronie zobaczycie znaczek Ferrari i tor wyścigowy. 

Po wyjściu z autobusu niemal od razu poczujecie atmosferę tego miasteczka. Na pewno będą się kręcili pracownicy w czerwonych strojach Ferrari z okolicznych fabryk. Na ulicy co jakiś czas będą mijały Was piękne auta tej marki. Dookoła wiele budynków też jest obrandowanych tą marką. 

Po przejściu około 200 metrów nawet traficie na chodnik pomalowany na czerwono. W drodze do muzeum Ferrari miniecie fabrykę, w której budowane są bolidy Formuły 1 i … ona też jest czerwono-czarna. W tej okolicy jest też kilka punktów, w których możecie sobie wykupić jazdę testową Ferrari. My z tego nie skorzystaliśmy, więc nawet nie powiem Wam dokładnie ile eurasków za ile minut. Niemniej na mieście było widać dużo tych samochodów z turystami na pokładzie. 

Ogólnie Maranello mogłoby się spokojnie nazywać Ferrari i nic by się chyba nie stało. Wszystko jest po prostu przesiąknięte tą marką.

Muzeum Ferrari w Maranello, gdzie oczy mi się zrobiły mokre

Bilet wstępu możecie kupić online, ale też na miejscu. Nie będę się rozpisywał co do cen, bo jest kilka wariantów, w tym na zwiedzanie dwóch muzeów czyli tego w Maranello i tego w Modenie. My się zdecydowaliśmy tylko na to pierwsze i za wstęp zapłaciliśmy po 17 euro. Szczegółowy cennik znajdziecie na stronie https://www.ferrari.com

Po zakupie biletów wystarczy pokonać kilka schodków na pierwsze piętro i się zaczyna eldorado. Tak jak wspominałem fanem motoryzacji nie jestem, ale wiem, że jak czerwone, to musi być szybkie. I ta czerwień tam po prostu kipi. Z bliska można obejrzeć (ale nie dotykać) m.in. F50, La Ferrari, GTO, 812 GTS, Ferrari Monza SP2 i wiele innych. 

Ja jednak jako kibic F1 i przede wszystkim od lat trzymający kciuki za Scuderia Ferrari nie mogłem się doczekać sali mistrzów z bolidami królowej sportów motorowych. Do tego stopnia, że gdy tylko przez wejście zobaczyłem fragment pierwszego z bolidów na rękach miałem ciary, a oczy zrobiły mi się niemal mokre od wzruszenia. 

Osiem mistrzowskich bolidów F1 Ferrari i to nie koniec

Nie mogło być inaczej, gdyż dodatkowo z głośników wydobywał się dźwięk takiej patetycznej muzyki. Podkreślała ona te wszystkie emocje związane z historią wyścigów, z historią sukcesów. No nie bez powodu jest tak, że ludzie, którzy nawet nie znają się na F1, nie śledzą takich wydarzeń, ale Ferrari znają i potrafią je utożsamić z F1. Zresztą ciekawostka jest taka, że ta marka w stawce Formuły 1 jest od początku istnienia tej serii wyścigowej. Pierwszy wyścig Ferrari wygrało w 1951 roku. 

Zatem już od samego wejścia na salę widać ekspozycję na planie półkola, gdzie na skośnym podeście ustawionych jest 8 mistrzowskich bolidów tej marki. Po środku ustawione są natomiast jednostki napędowe. 

Mało? No to obracając się do tego plecami ukazuje się przed Waszymi oczami ściana z pucharami i fotograficznymi sylwetkami wszystkich kierowców, którzy zostali mistrzami F1 w barwach Scuderii. Całość oddaje potęgę marki Ferrari i sprawia, że muzeum Ferrari w Maranello jest tak wyjątkowe. 

Byłem tam przez dłuższy czas. No nie mogłem się napatrzeć. Podchodziłem do poszczególnych bolidów po kilka razy. Jednak wyprawa w świat F1 nie kończyła się tylko na tej sali. 

Wycieczka do Maranello do Muzeum Ferrari

Gdzie historia z teraźniejszością się splata

Z niej wychodzi się na moment na zewnątrz, aby przejść na część parterową. Tam można zobaczyć jeszcze starsze pojazdy z tej serii i dowiedzieć się więcej na temat samej historii. Jednakże im bliżej wyjścia, tym znów więcej nowoczesności. 

Tuż przed praktycznie ostatnimi drzwiami stoi jeszcze jeden współczesny bolid, ale nie będę zdradzał konkretnie z którego sezonu. Miejcie też jakąś niespodziankę. W każdym razie oczy miałem wielkie. Zwłaszcza jak sobie człowiek uświadamia, że stoi obok czegoś, co kosztuje około 6-9 milionów dolarów.

Stamtąd również ciężko było mnie wyciągnąć. Za drzwiami stał model uliczny Ferrari, w którym można sobie zrobić zdjęcie za 15 lub 20 euro w zależności od rozmiaru. Dostaje się też kod QR do ściągnięcia fotki w wersji elektronicznej. Pamiątka fajna. Tym bardziej, że to jedyna możliwość w samym muzeum, aby jeszcze poczuć samochód dotykiem, a nie tylko się na nie patrzeć. 

A jak ktoś jeszcze chce spróbować poczuć jak to jest na wyścigach, to może wbić się na fotel oryginalnego symulatora. Koszt to 25 euro za 7 minut jazdy. 

Czas ucieka szybciutko

Takie zwiedzanie od deski do deski może zająć z 3 godziny. My się uwinęliśmy w nieco ponad godzinę. Nie zatrzymywaliśmy się przy wszystkich tabliczkach opisowych, a dodatkowo ciągnęło nas na konkretne modele. 

Po wszystkim myślałem, że krócej chodziliśmy. Jednak czas ucieka tam bardzo szybko. Kto wie, może i on przywdziewa odcienie czerwieni? W każdym razie było warto. 

Potem poszliśmy do pizzerii Il Segreto di Pulcinella, którą Wam też polecam, bo pizza bardzo dobra i cenowo wygląda to w porządku. Z muzeum jest to jakieś 200 metrów.

Il Segreto di Pulcinella

16 komentarzy

  • Kamil Bork

    Byłem w Bolonii, ale na to nie wpadłem, a wygląda zachęcająco. Spacerowaliśmy tylko po placu Maggiore, przy wieżach, byliśmy w parkach, a można było sobie wycieczkę zrobić kurcze.

    • Michał Szydlik

      Tylko oglądamy. Jest jedno Ferrari do którego można wsiąśc, ale wiąże się to z koniecznością zakupienia zdjęcia, które jest wówczas robione. Koszt fotki w zależności od rozmiaru druku to 15 euro lub 20 euro i dostaje się też wersję cyfrową.

  • Maciej Bielickiewicz

    Panie Michale czy te maszyny były pełne, tzn. to sa prawdziwe auta z silnikami, czy wydmuszki tylko na ekspozycję taka karoserja?

    • Jazda

      Bylem w lipcu. Jazda Ferrari w przypadku modelu Portofino kosztowała mojego kolegę 130 euro. Mógł zabrać dwie osoby. Czyli 3 osoby plus pilot. Jazda trwała ok 10 min. Potem mógł zakupić filmik z dwóch kamer w tym jedna 360 stopni za 50 euro. Czyli zapłacił 180 euro. Ale warto było. Jest tam wiele takich jakby to nazwać wypożyczalni. I każda oferuje inne ceny.

      • Michał Szydlik

        Uważam, że warto. Nawet dzieląc to na 3 głowy, to wychodzi łącznie 60 Euro. Taką kwotę to potrafiłem ostatnio w Rimini na jednej kolacji z żoną zostawić. Osobiście uważam, że są tzw. atrakcje, za które nie warto płacić, ale są też te z gatunku „a będziesz miał możliwość jeszcze w życiu zrobić coś podobnego?”. Taka jazda, poczucie klimatu, to nawet dla umiarkowanego fana motoryzacji, czy wręcz okazjonalnego turysty, to jest coś wyjątkowego. Zamiast to przejeść, można mieć naprawdę fajne wspomnienie.

  • Franka

    A czy samo Maranello coś oferuje? Czy to tylko miasto Ferrari? Jakieś zabytku albo coś ciekawego do zobaczenia? Bo jechać tylko dla kilku czerwonych samochodzików, to chyba trochę za mało.

    • Michał Szydlik

      Ja bym może trochę dyplomatycznie odpowiedział… Sama atmosfera miejsca, możliwość wycieczki po fabryce, po muzeum, możliwość przejażdżki Ferrari, buszowanie po licznych sklepach z gadżetami, zabawa na symulatorze w Muzeum, to już taka dawka wrażeń, że nie trzeba szukać nic więcej, a i dnia pewnie nie starczy.

  • Malgosia

    Ale ładnie Pan to wszystko opisał. Najierw chciałam, żeby pojechał mąż jako taka atrakcja. Ale po lektrzurze Pana wypowiedzi stwierdzam, że pojadę z mężem i będzie przez to jeszcze bardziej szczęśliwy 😉
    Już słyszę ten śmiech panow czytających. ahhaha

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.