Co robić w Bolonii? Wejść na wieżę!
Tak, jeśli pytacie się „co robić w Bolonii?” to jedną z odpowiedzi może być wejście na wieżę Asinelli. Dlaczego „może”, a nie „jest”? Bo to zdecydowanie nie jest atrakcja dla każdego. O tym dlaczego tak jest, napiszę trochę później. Zacznę od tego co to w ogóle jest za wieża.
Wieże mieszkalne w Bolonii
Tak jak jestem fanem drapaczy chmur w miastach, bo kojarzą mi się z rozwojem, nowoczesnością i bogacącym się społeczeństwem, o tyle w przypadku włoskich miast jestem zakochany w panoramach z niską, rozległą zabudową. Zdarza się jednak, że i na takiej panoramie pojawi się coś wyższego oraz charakterystycznego. Tak jak np. we Florencji widać katedrę czy wieżę ratusza.
W Bolonii też mamy kilka takich charakterystycznych punktów i należą do nich m.in. krzywe wieże czyli Asinelli oraz Garisenda. Unoszą się nad miastem i stanowią jedną z większych jego atrakcji. Co ciekawe określa się je jako wieże mieszkalne, co nie jest takie oczywiste jak zobaczycie jak to wygląda obecnie od środka. I faktycznie pełniły zupełnie inne funkcje, bo są zbyt ciasne. Bardziej służyły jako przechowalnie cennych, rodzinnych przedmiotów oraz dokumentów.
Według źródeł historycznych takich wież w Bolonii mogło być od 80 do nawet do 180! Taki średniowieczny Manhattan.

Bolońskie wieże stanowiły problem
Początkowo były wznoszone przez zamożne rody, aby mogli po prostu chronić się przed permanentnymi zagrożeniami. Jednak kiedy sytuacja z czasem się zmieniała, stały się problematyczne w ujęciu urbanistycznym. Zajmowały dużo miejsca, które mieszkańcy chcieli inaczej spożytkować. Dlatego zaczęto je rozbierać i po kolei znikały one z krajobrazu Bolonii.
Na szczęście dla nas, czyli turystów i miłośników Włoch coś jednak przetrwało do dzisiejszych czasów. Nie myśli się o ich rozbiórce, a raczej o tym jak pomóc im w przetrwaniu. Zwłaszcza, że są to naprawdę stare obiekty.
Wejście na bolońską wieżę Asinelli
Asinelli jest najwyższą zachowaną wieżą w Bolonii. Zbudowano ją pomiędzy 1109 a 1119 rokiem. W Polsce w tamtym czasie rządził Bolesław III Krzywousty i chyba nawet nie wiedział, że można budować tak wysokie budynki.
Mierzy około 90 metrów. Powiem szczerze, że próbowałem to dokładniej zweryfikować, ale różne źródła różnie podają. Na jej szczycie jest taras widokowy. Porobiłem trochę zdjęć stamtąd na panoramę miasta, ale uwierzcie mi, że na żywo to wygląda jeszcze lepiej. Naprawdę warto.
Bilet kosztuje 5 Euro, ale lepiej sobie go kupić wcześniej przez neta i mieć zarezerwowaną godzinę wejścia. Ja kupowałem na stronie bolognawelcome.it. Aha i jeszcze taka podpowiedź, że jak nie przyjdzie wam bilet na maila, a opłaciliście, to śmiało idźcie, bo tam przy wejściu jest dziewczyna, która będzie miała was na liście.
Wchodząc na szczyt macie do pokonania 498 schodów. I to jest właśnie wyzwanie, które nie każdy może podjąć.
Dlatego na pytanie „co robić w Bolonii” to nie jest odpowiedź dla każdego
Kiedy wchodziłem na kopułę Bazyliki św. Piotra w Watykanie, to myślałem, że nie ma nic trudniejszego w tej kategorii. Myliłem się. O ile tam mogły się pojawić problemy u osób, które nie lubią ciasnoty, czy wprost mają lęki klaustrofobiczne, o tyle w Bolonii wieża Asinelli jest wyzwaniem dla znacznie szerszego grona.
Klatka schodowa ułożona jest na planie kwadratu, gdzie schody biegną przy ścianach obiektu. Są wąskie, nie ma praktycznie możliwości wymijania. Na całej wysokości są bodaj cztery półpiętra (nie jestem pewny czy nie walnąłem się w liczeniu, ale kilka takich miejsc na postój jest). To one służą jak swoiste śluzy, gdy obsługa zatrzymuje tam na moment schodzących, aby wchodzący mogli ich minąć lub odwrotnie.

Jednak widziałem jak ludzie nawet bez konieczności takiego technicznego zatrzymania, po prostu tam stawali, aby odsapnąć. Pokonanie tylu stopni nie jest łatwe z kilku względów. Wymaga kondycji, ale też koncentracji, bo stopnie są nierówne na całym dystansie. Czasem krótsze, czasem dłuższe. Miejscami sprawiające wrażenie nadpalonych.
Widok na Bolonię, który wynagradza wysiłek
Ja dałem radę, podobnie jak mój kompan, który jednak trochę ze sobą walczył. Widzieliśmy jednak kilka osób, zwłaszcza starszych, które rezygnowały na różnych etapach z dalszej wspinaczki.
Muszę zaznaczyć, że to żadne zawody i nie trzeba tam wbiegać. Każdy może iść swoim tempem. A jeśli ktoś z tyłu chce pokonać te 498 schodów szybciej, to wystarczy ich przepuścić w jakimś szerszym miejscu lub na wspomnianych półpiętrach.
Ci, którzy wytrwają i znajdą się na tarasie są nagradzani przepięknym widokiem na każdą stronę Bolonii. Jeśli zatem nie jest odstrasza was to, że będziecie musieli się zmęczyć lub nie macie innych przeciwskazań, to serdecznie polecam.

4 komentarze
Anita
Panie Michale, a ile czasu zajmuje wejście? Z jednej strony wygląda ciekawie, ale z drugiej jak ma się tam w tych murach spędzić pół dnia dla paru minut na tarasie widokowym, to pytanie czy jest sens?
Michał Szydlik
Wejście to zależy od tempa i możliwości. Ja wszedłem w jakieś może 30 minut, a wpuszczają kolejne grupki co 15-20 minut.
Eliza G.
Aaaaaa byłam, byłam byłam. Faktycznie lepiej sobie wcześniej kupić bilet. My chciałyśmy w piątek z ulicy tam wejść, to się nie dało. Zrobiłyśmy rezerwację na sobotę i weszłyśmy. Rzeczywiście ciężko i przede wszystkim trudności miały osobe starsze. Jeden pan to nawet machnął ręką i zawrócił.
Zbychu
Widzę, że moda na konkretne miasta we Włoszech rośnie wraz ze zmniejszającą się ceną za bilety Ryanair 😀 Nie neguję, bo przynajmniej ludzie zobaczą coś więcej poza Rzymem. Bolonia sama w sobie jest ciekawa, ale chyba też niedoceniana w samych Włoszech, a to ważny ośrodek kultury i przemysłu.