Miejsce spotkań innego wymiaru
Ojciec Phil Bosmans, flamandzki pisarz powiedział: „Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.” Trudno się jednak z nim zgodzić, kiedy planujesz wakacje we Włoszech. Możesz mieć pewność, że właśnie tam doświadczysz takich chwil. I to podczas najbardziej codziennych czynności, jak chociażby picie kawy we włoskim barze.
Właśnie – bar. Jeśli zapytałbym dziesięciu znajomych, z czym im się kojarzy takie miejsce, to jestem przekonany, że większość odpowiedzi byłaby podobnych: picie piwa, drinków, przyjemnie spędzony czas i tanie jedzenie typu fast food. Ciekawie się robi, gdy tego typu opinie konfrontuję z moimi skojarzeniami z włoskimi barami. Na szybko do głowy przychodzą mi określenia: miejsce, gdzie zwalnia czas, gdzie budzi się dzień, ale i noc; przestrzeń styku z kulturą, unikalna atmosfera Włoch, platforma integracji lokalnej społeczności itp.
Po prostu włoskie bary to są miejsca spotkań innego wymiaru. Przyjście tam traktuje się wręcz jak pewnego rodzaju rytuał. Włosi nie jadają takich śniadań jak my. Popularne jest wypicie espresso i zjedzenie rogalika. Przy okazji można spotkać sąsiadów oraz znajomych i wymienić się pozdrowieniami, czy też krótszą rozmową na tematy bieżące. Oczywiście wszystkiemu towarzyszy serdeczny uśmiech. Po zmierzchu z kolei można wstąpić na małe aperitivo, aby pobudzić apetyt przed kolacją w restauracji lub też posiedzieć ze znajomymi.

W Silvi Marina w Abruzji takim rytualnym miejscem dla nas był ostatni bar na naszej trasie na plażę. Na Sardynii pamiętam chwile, gdy jeździliśmy z mamą do pracy i zatrzymywaliśmy się czasami w takim barze przy drodze, po zjeździe z góry z naszego miasteczka. W Villaggio La Marmorata mieliśmy natomiast dwa bary. Ten starszy, prowadzony już przez drugie pokolenie rodziny zawsze cieszył się większym zainteresowaniem rezydentów. Przyjeżdżaliśmy na miejsce dosyć wcześnie, bo mama otwierała market o 8 rano. Z siostrą biegaliśmy wówczas po tym villaggio, zanim wybieraliśmy się na plażę. Codziennie widziałem Włochów przesiadujących w tym barze przy filiżance kawy. Mam też przed oczami obraz włoskich mężczyzn, którzy czytali prasę, a zwłaszcza charakterystyczną Gazzette dello Sport, która wydawana jest na różowym papierze. Była też kobieta, która wybierała skrajny stolik z najlepszym widokiem na budzące się morze.

Wieczorami oba bary się zapełniały jeszcze bardziej. Odbywały się tam koncerty muzyki na żywo lokalnych artystów, były też wieczory karaoke i transmisje meczów włoskich drużyn, bo przecież każdy wie, że calcio to niemal religia. Dzieciaki do późnych godzin wieczornych latały z lodami w ręku, bawiły się na takim placyku zabaw, czy też ganiały pomiędzy stolikami. Mówię Wam to naprawdę sympatyczna, niepowtarzalna atmosfera.
Jeśli miałbym zatem kategoryzować „najpiękniejsze chwile w życiu”, to w kategorii „miejsce spotkań” włoskie bary zdecydowanie wygrałyby ze swoimi odpowiednikami z Polski. Zdaję sobie również sprawę z tego, że zwykły wpis na blogu turystycznym nie jest w stanie oddać w pełni tej całej atmosfery. To trzeba poczuć samemu. Dlatego jeśli planujecie wizytę we Włoszech, to koniecznie musicie wstąpić do niejednego takiego baru.
4 komentarze
Bogumila
Klasyczna funkcja baru we Wloszech w ostatnich latach bardzo sie zmienila i tak np w Turynie w zwiazku z odbytymi juz dawno mistrzostwami pilki noznej bary uzyskaly pozwolenie na przygotowywanie obiadòw. Mialo to byc pozwolenie jedynie na rok czasu, niestety pomimo protestòw wlascicieli restauracji nigdy nie zostalo cofniete. Mialo to i dobre strony bowiem od poludnia do godz 14-ej pracownicy majacy bony komunalne mogli tam cos zjesc, bowiem w miedzyczasie polikwidowano stolòwki dla nich, porcje male bo na jednym talerzu troche makaronu i troche drugiego dania do tego szklanka wody i pare kromek chleba za cene od 8-u do 10-u euro, ja korzystalam z tej opcji przez wiele lat w przerwie obiadowej wynoszacej pòl godziny. Jakaz to ròznica z barem w Salerno, gdzie swego czasu stolowal sie mòj zmarly niedawno maz, mozecie myslec, po znajomosci….za cene 7-u euro duzy talerz pierwszego dania z warzywami i takiz drugiego do tego kawa i butelka wody… a jedzenie po prostu boskie i serdecznosc panòw obslugujacych a szczegòlnie Angelo ogromna przyznac trzeba, ze mozliwosc sporzadzania obiadòw pozwala przetrwac wielu barom, bo dawniej czytaj 30 lat wstecz nie slyszalo sie by bar zbankrutowal, bowiem bary maja o wiele wyzsze podatki niz sklepy , obecnie nie jest to wcale rzadkoscia…..ponadto pòjscie do baru nie jest az tak wielka przyjemnoscia dla osòb miejscowych bowiem jest to kuznia plotek i osoby ktòre sa wlascicielami sklepòw czy punktòw uslugowych sa zmuszone by do najblizszego baru chodzic, bo o ile barista zle zaczyna sie wypowiadac taki sklep czy punkt dlugo nie pociagnie. Jesli ktos nie jest miejscowym tez zaczynaja sie domysly i komentarze skad on jest. Ja osobiscie na poludniu Wloch wole bary polaczone z ciastkarnia bowiem mniej sie tam plotkuje, nie ma typowych wspanialych kawiarn jakie sa we Wiedniu. Wiem, ze duzo turystòw polskich wybiera sie w rejony Pompejòw czy na wybrzeze Amalfi, gdzie wszystko jest bardzo drogie, ja natomiast znalazlam miejsce niezbyt od tych miejsc odlegle – bar ciastkarnie, gdzie sa doskonale wyroby , swieze i oryginalne po cenach jak na Wlochy smiesznie niskich do tego stopnia, ze placac przy kasie pytalam sama siebie, czy sprzedawca sie nie pomylil, bo za duze ciastko o oryginalnej recepturze placilam 90 centòw a gdzie indziej 2 euro 50, za srednie 0, 60. Jak tylko tam jestem, a jest to miejsce pod Salerno z wielka przyjemnoscia chodze na wypicie capuccino i zjedzenie ciastka, poniewaz capuccino rodowici Wlosi pija tylko rano osoba o takiz przyzwyczajeniach tj pijaca capuccino po poludniu od razu zostaje rozszyfrowana jako cudzoziemiec. Do tego gdy usiade przy stoliku i przeczytam gazete nic za to dodatkowo nie place, co niestety jest praktykowane w wielu barach, nie tylko w miejscowosciach turystycznych. Kto chcialby wybrac sie w tamte regiony, oszczedzic i miec wakacje po rozsadnej cenie moze zwròcic sie do naszego przyjaciela pana Alberta po porady ròwniez o nocleg, bo ja nie chce byc posadzona, ze wykorzystuje komentarz do reklamy, zdarzylo mi sie, ze bedac przy bazylice w Pompejach, jest duzy bar na wprost sanktuarium na rogu omijajcie go z daleka, otòz zapytalam o cene ciastka osobe sprzedajace ta powiedziala mi ja , dzieki Bogu, ze nie wzielam talerzyka do reki bo przy kasie chciano duzo wiecej….zrezygnowalam, bo oszustwo mierzi czlowieka znajacego jezyk, a còz dopiero cudzoziemcòw , gdzie jest ten bar, gdzie skosztujecie prawdziwych wyrobòw oraz mozna kupic tort delicja twarogowy z gruszkami podpowie Wam albertosponza@yahoo.it dr Bogumila F
Michał Szydlik
Pani Bogumiło, dziękuję za kolejny komentarz. Taka wiedza, że nic tylko założyć własnego bloga 🙂 Myślała może Pani o tym?
Bogumila
Dziekuje Panie Michale za zachete, ja niestety po smierci meza bardzo malo sie udzielam ròwniez w sieci, a swego czasu bylo ogloszenie w internecie, by osoby ktòre znaja takie tereny jak Sycylia, Tunezja etc zechcialy wspòlpracowac i pisac blog, wtedy o tym pomyslalam i zglosilam swoja kandydature….odpowiedz jaka nadeszla byla nastepujacej tresci; niestety osoba, ktòra mialaby blog pisac, musialaby bardzo dobrze znac jezyk polskim czym Pani sie nie wykazala…..Panie Michale poniewaz slowo cappuccino napisalam przez jedno p, to i w tym wypadku, nie wykazalam sie znajomoscia jezyka wloskiego, dzieki Bogu, ze osoby inteligentne widza i oceniaja moje wypowiedzi pozytywnie, pomimo bledòw spowodowanych brakiem polskiej klawiatury, a wròcil juz Pan z kolejnej wyprawy do Wloch? Serdecznosci dr Bogumila Falcone
Michał Szydlik
Właśnie się przygotowuję. Od 10 lipca będę w Sorano, szkoda, że tylko na tydzień, ale mam nadzieję spędzić go intensywnie. Zbiorę sobie trochę materiału na bloga.