Tatralandia mega przyjemnie
Aby umilić sobie czas oczekiwania na Toskanię, wybrałem się z moją wesołą ekipą i bąblem do Tatralandii w Liptowskim Mikulaszu na Słowacji. Nie znam lepszego parku wodnego. Spędziliśmy tam cztery dni, a i tak nie skorzystałem ze wszystkich atrakcji.
Droga do Tatralandii
Jechaliśmy z Wrocławia. Wybrałem trasę A4 do Katowic, a następnie na Bielsko do granicy w Korbielowie. Łącznie zajęła nam jakieś 5 godzin, ale z uwagi na to, że podróżowaliśmy ze szkrabem, musieliśmy kilka przystanków robić.
Nocleg Holiday Village Tatralandia
Zamieszkaliśmy w kompleksie domków przy samej Tatralandii. Wzięliśmy obiekt 3+1, który w zupełności dla naszej czwórki wystarczył. Zwłaszcza, że tak naprawdę służył nam jako noclegownia, bo cały dzień byliśmy gdzieś na zewnątrz.
Domki są uroczo położone, pogrupowane w takie wioski tematyczne. Dookoła rozpościera się niesamowity widok na Tatry, a do tego jest rzut beretem do największego słowackiego jeziora Liptovska Mara.

Na miejscu jest restauracja, która serwuje wszystkie posiłki. My korzystaliśmy ze śniadań i kolacji. Rano można było wybierać wśród jajecznicy, parówek, kiełbasek, takich zapiekanek na kromkach chleba. Były też musli, płatki, mleka, kakao, dżemy, wędliny, sery, no naprawdę każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Kolacje mieliśmy serwowane do stolika. Składały się z zupy, drugie danie mogliśmy wybierać spośród trzech zaproponowanych i był jeszcze deser. Moje serce skradły zwłaszcza zupki. Minestrone czy też krem z grzybów po prostu rewelka.


Na terenie znajduje się kilka placów zabaw, więc dzieciaki się nie nudzą, są też korty tenisowe. Ja niestety nie pomyślałem i nie wziąłem swoich rakiet, a szkoda. Co istotne przy domkach są takie kamiennie grille. Wychodzi jeden na kilka domków, ale dużo ludzi przywozi po prostu takie małe ze sobą. My z resztą też tak zrobiliśmy. Niemniej nie ma problemu by korzystać z tych na miejscu.


Świat zjeżdżalni i termalnych basenów
Pogoda nam dopisała, zwłaszcza w sobotę, kiedy Tatralandia oficjalnie otwierała sezon letni wydarzeniem Summer Battle Opening. Słońce tak grzało, że moje ramiona, kark i plecy przypominały ubarwieniem raczka. Było tak mega przyjemnie, że gdy sobie siadłem na leżaku, to czułem się bardzo zrelaksowany i jeszcze ten widok na Tatry… miodzio.

Tatralandia ma baseny wewnętrzne i zewnętrzne. Kilka lat temu zbudowano tutaj obiekt Tropical Paradise z czterema basenami, które po środku połączone są barem z tropikalnymi drinkami. W dwóch z nich jest słona woda,jak ta w Adriatyku. Ozdobą jest wielki piracki statek, który przede wszystkim cieszył dzieciaki. Poszycie dachu jest zrobione z przezroczystego materiału, identycznego jak olimpijska hala basenowa w Pekinie. Dzięki temu jest bardzo jasno i można się opalić promieniami słońca. To też odczułem hehe. Temperatura wewnątrz iście tropikalna, bo 30 st. C., a temperatura wody wahała się między 32-40 st. C.
Jest też Karaibski Świat, gdzie znajduje się basen dla tych starszych, jak i kącik dla dzieci ze ślizgawkami, natryskami i różnymi innymi zabawkami wodnymi. Tam szkrab mojej szwagierki radził sobie znakomicie, a przecież jeszcze nie ma 2 lat. Nie stanowiło dla niego najmniejszego problemu wejść po schodkach i zjazd z otwartej, jak i tubowej zjeżdżalni. Zresztą identyczny „plac zabaw” jest na zewnętrznym basenie i tam również się świetnie bawił. Nie potrzebował naszej pomocy, a spodobało mu się do tego stopnia, że potem było problemem go stamtąd zabrać.

My szaleliśmy z kolei na licznych zjeżdżalniach. Musiałem trochę rozkręcić tę moją żonkę, bo nieco się obawiała, ale kilka wspólnych zjazdów na pontonach i odkryła urok Tatralandii. Zjechaliśmy na Tornado, gdzie z zamkniętej rury wyjeżdża się do tkiej jakby otwartej misy, by znów wpaść do dziury z zamkniętą rurą. W trójkę ze szwagierką zjechaliśmy też na zewnętrznej zielonej zjeżdżalni i kilku innych. Nie zdecydowała się jedynie na Boomerang. Tam udałem się ze szwagrem i przyznaję jest to najbardziej ekstremalna ślizgawka. Mocne przeciążenie na samym starcie, wysoka adrenalina, ale aż chce się więcej.

Podczas Summer Battle Opening otwarto też nową atrakcję Tatralandii, kompleks Hawaii z dwie sztucznymi falami do surfowania. Ja się nie skusiłem, ale szwagier pod okiem instruktora śmigał, że aż miło.
Można odlecieć w saunach
We wrocławskim aquaparku mamy całkiem niezłe sauny, ale Celtycki Świat Saun w Tatralandii to zupełnie inna półka. Bardziej intymny klimat, przyjemna aranżacja, duży wybór różnych saun. Zwłaszcza biosauna, do której się wjeżdża na górę windą robi mega wrażenie. Ma dwie przeszklone ściany z widokiem na Tatry, na zewnątrz znajduje się jacuzzi pod gołym niebem.
Sprawdziliśmy z Elą chyba każdą oprócz tej z temperaturą 105 st. C. Czułem się tak zrelaksowany, że na leżaku w strefie wypoczynku niemal odleciałem. Co prawda wejście do saun jest dodatkowo płatne, ale aż żal nie skorzystać.
Idealnie na wakacyjny weekend
Bardzo się nam spodobało. Już myślimy nad kolejnym wyjazdem. Jeśli nie uda się w trakcie wakacji, to wrócimy może jeszcze we wrześniu. To były intensywne cztery dni. Mam wręcz wrażenie jakbym tam spędził co najmniej tydzień, tyle się działo. To niesamowite, że tak blisko Polski jest tak niezwykłe miejsce.

Jeden komentarz
Alberto
Dobrze znam miejsce opisane przez Pana jak ròwniez i inne na terenie Slowacji, gdzie sa baseny termalne i normalne, bowiem ten kraj nie majacy dostepu do morza od lat postawil na budowe srodka zastepczego wlasnie w postaci basenòw. Ja jezdzilem na Slowacje przez wiele lat z moja rodzina i synem, potem dolaczyli sie przyjaciele bowiem znalezlismy tam dobrego dentyste zaròwno dla nas jak i takiego, ktòry zajal sie aparatem dla syna. u nas niezwykle kosztownego, bo moi przyjaciele ktòrzy taki korekcyjny aparat dla syna zakupili we Wloszech musieli prosic o pozyczke w banku, koszt bowiem przynajmniej tu na polnocy to 13000 na rok tak trzynascie tysiecy euro, ja natomiast mialem ten aparat po cenie smiesznie niskiej, ale dochodzily do tego podròze, i prezenty dla doktora, nie mylic z lapòwkami. Kuchnia slowacka nigdy nie bylismy zachwyceni, malo polotu, ciagle to samo smazone, dziwne zupy np z brokolicy , dobra z czosnku, a nawet ten szpinak z mozzarella to dla mnie dziki pomysl, aby wiec zapelnic sobie czas pomiedzy jedna wizyta a druga chodzilismy na baseny czy dochodzilismy do sanatorium, bylo takie bylo w okolicach Zwolenia obecnie wiem , ze przerobiono je na cos w rodzaju salonu pieknosci. W osadzie byly dwa baseny publiczne i jeden termalny maksimum mozna bylo z niego korzystac przez 20 minut inny dla wszystkich w zaleznosci od wzrostu, trzeci dla dzieci , do tego mozliwosci jedzenia na miejscu i biwakowania. A teren byl ogrodzony z napisami uwaga dziki, nie zblizac sie. Do sanatorium dochodzilismy rano na zabiegi wykupione prywatnie i wszystko byloby dobrze, gdyby nie fakt, ze przy basenie termalnym, ani tam gdzie byl prysznic nikt nie sprzatal w ciagu dnia no i raz na dwa dni przed wyjazdem, zona sie poslizgnela i uderzyla glowa w ròg sciany, na jej krzyk wylecial z basenu kapiacy sie tam …ksiadz i weterynarz, oni udzielili jej pierwszej pomocy, a pani dr dyr ta sama o ktòrej nigdy nie zapomnielismy i przywozilismy jej zawsze pamiatke z Wloch nawet nie pozwolila sprowadzic doktora z pobliskiego miejsca, centrum rehabilitacji, gdzie dowoza helikopterami ludzi po ciezkich wypadkach z calej Slowacji. Od tego czasu sie zrazilismy do wspomnianego wyzej sanatorium i nigdy wiecej tam moja a raczej nasza noga nie powstala. Za to ze Slowakami jezdzilismy na wycieczki, zwiedzalismy , Polacy z nad granicy dobrze wiedza o istnieniu tych basenòw i jezdza na Slowacje tym bardziej, ze ceny noclegòw byly nizsze niz w Polsce. Moze nie sa popularne te kierunki, bo to za blisko granicy i nie bedzie sie mozna czym chwalic przed znajomymi po powrocie. Uwazam, panski artykul za bardzo uzyteczny pod tym wzgledem, mòj syn tez z checia wchodzil do wody i plywal w basenie. O ile jeszcze kiedys Pan bedzie na tych terenach polecam zwiedzic zamek w Bojnicach, ktòry w podziemiach ma….jezioro oraz dowiedziec sie przed wyjazdem, kiedy beda pokazy tresury sokolòw i innych ptakòw, dla dzieci wspaniala impreza, tym bardziej, ze trenerzy sa poubierani w sredniowieczne stroje, pozdrawiam Alberto