Wakacje
-
AirBnB – moje doświadczenia
Jeśli planujecie wakacje na własną rękę albo chociaż jakiś krótki wypad weekendowy czy to do Rzymu, Mediolanu, Florencji, czy w ogóle gdzieś indziej w Europie, to polecam Wam zapoznać się z ofertą AirBnB. Można w dobrej lokalizacji znaleźć apartament w bardzo atrakcyjnej cenie. Przydało się to przy mojej wizycie w Barcelonie i Berlinie. AirBnB, czyli kontrowersyjna platforma Jeśli nie mieliście wcześniej kontaktu z AirBnB, to w skrócie powiem Wam o co chodzi. Jest to platforma, na której ogłaszają się właściciele mieszkań z ofertą na krótkoterminowe wynajęcia. Proste – chcecie jechać oraz pozwiedzać sobie w kilka dni Rzym, to wchodzicie na AirBnB i szukacie odpowiedniego apartamentu, rezerwujecie i to właściwie wszystko.…
-
Turyści to zło?
Ciao! Wracam po zimowym śnie, bo przecież kolejne wakacje przed nami. A jak wakacje to i Włochy (hehe he – jakby to Piotr Żyła podsumował). Zastanawiam się jednak, czy dla niektórych destynacji my, turyści nie jesteśmy po prostu złem. Żale w Wenecji Patrzcie na taką Wenecję. Jedno z bardziej charakterystycznych miejsc na mapie Włoch. Nawet jeśli ktoś nie był, to doskonale kojarzy wodne kanały, plac św. Marka itd. Mieszka tam bodaj 55 tysięcy ludzi, ale każdego dnia drugie tyle, jak nie lepiej odwiedza to miasto. Myślę, że wiele innych miast z takiej popularności bardzo by się cieszyło. W końcu turyści to kasa dla hoteli, gastronomii, instytucji kultury itd. Ogólnie wyższy…
-
Autostradą do Włoch
Co za czasy. Wskakuję pod domem na autostradę i praktycznie dopiero ok. 50 km przed miejscem docelowym z niej zjeżdżam. Kiedyś nie do pomyślenia, a dzisiaj pełna wygoda. Dlatego zdecydowałem się na wakacje samochodem, bo mogłem cały czas jechać autostradą do Włoch. Ok. Wiem, że nie wszędzie jeszcze u nas są autostrady albo ekspresówki, ale jest znacznie lepiej niż w latach ’90, kiedy podróżowałem z rodzicami. Ja mam ten plus, że mieszkam we Wrocławiu i to jeszcze nieopodal A8. Przy okazji powiem Wam, że taka podróż autostradą do Włoch niesie ze sobą wiele ciekawych doświadczeń. Różne ograniczenia, różna kultura jazdy Jechałem przez Niemcy, Austrię i Włochy. W każdym z tych…
-
Tatralandia mega przyjemnie
Aby umilić sobie czas oczekiwania na Toskanię, wybrałem się z moją wesołą ekipą i bąblem do Tatralandii w Liptowskim Mikulaszu na Słowacji. Nie znam lepszego parku wodnego. Spędziliśmy tam cztery dni, a i tak nie skorzystałem ze wszystkich atrakcji. Droga do Tatralandii Jechaliśmy z Wrocławia. Wybrałem trasę A4 do Katowic, a następnie na Bielsko do granicy w Korbielowie. Łącznie zajęła nam jakieś 5 godzin, ale z uwagi na to, że podróżowaliśmy ze szkrabem, musieliśmy kilka przystanków robić. Nocleg Holiday Village Tatralandia Zamieszkaliśmy w kompleksie domków przy samej Tatralandii. Wzięliśmy obiekt 3+1, który w zupełności dla naszej czwórki wystarczył. Zwłaszcza, że tak naprawdę służył nam jako noclegownia, bo cały dzień byliśmy…
-
Miejsce spotkań innego wymiaru
Ojciec Phil Bosmans, flamandzki pisarz powiedział: „Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.” Trudno się jednak z nim zgodzić, kiedy planujesz wakacje we Włoszech. Możesz mieć pewność, że właśnie tam doświadczysz takich chwil. I to podczas najbardziej codziennych czynności, jak chociażby picie kawy we włoskim barze. Właśnie – bar. Jeśli zapytałbym dziesięciu znajomych, z czym im się kojarzy takie miejsce, to jestem przekonany, że większość odpowiedzi byłaby podobnych: picie piwa, drinków, przyjemnie spędzony czas i tanie jedzenie typu fast food. Ciekawie się robi, gdy tego typu opinie konfrontuję z moimi skojarzeniami z włoskimi barami. Na szybko do głowy przychodzą mi określenia: miejsce, gdzie zwalnia czas, gdzie budzi się…
-
Rower na wakacje
Stało się. Zakupiłem nam rowery i zamierzamy pozwiedzać trochę okolicę oraz dalsze zakątki. Jest opcja, że weźmiemy je ze sobą nawet w tym roku do Włoch, ale o tym za chwilę. Nie wiem jak to jest u Was z rowerami, ale ja mam wrażenie, że ten środek transportu był ze mną od zawsze. Nauczyłem się jeździć na takim małym zielonym rowerku, pamiętam miał fajne szerokie opony, a tata przymocował do niego kija, aby mnie asekurować podczas nauki. Efekt był taki, że pewnego dnia po prostu wsiadłem i specjalnie się nad tym nie zastanawiając, po prostu pojechałem przed siebie. Kolejny rower jaki pamiętam, to oczywiście „komunijny”. Taka różowa strzała, pierwszy górski.…