Dlaczego wolę Włochy niż Polskę
Dlaczego wolę Włochy niż Polskę? Oho, już się boję reakcji niektórych z Was. No jak w ogóle mogę podejmować taki temat. Ano mogę, bo całe szczęście jeszcze mamy możliwość wyjazdu poza nasz kraj i nikt mnie też nie zmusza w jaki sposób mam wydawać pieniądze na wypoczynek. A skoro coś jest nie tak, to czemu na siłę udawać?
Niech będzie jasne, że bardzo lubię nasz kraj. Jest wiele fantastycznych miejsc. W czasach licealnych zachwyciłem się Mazurami, okolicami Augustowa. Uczestniczyłem tam w spływie kajakowym po Czarnej Hańczy. Rewelacyjne dzikie tereny. Bardzo mi się podoba Wielkopolska ze swoim pojezierzem i Wielką Pętlą Wielkopolski, po której można spływać kajakami oraz łodziami płaskodennymi. Powstaje tam coraz więcej marin na europejskim poziomie, co zwiększa komfort takiej formy spędzania wolnego czasu, a poza tym jest też co robić poza szlakiem. Są zamki, pałace, stadniny koni, szlaki rowerowe oraz … parowozy!

Bardzo lubię też nasze góry, mam sentyment do Gór Sowich, podoba mi się w Karpaczu, czy Szczyrku. Jest jednak kilka kwestii, które sprawiają, że wolę jednak wakacje we Włoszech.
Dwa lata temu mieliśmy w ogóle odpuścić wyjazd wakacyjny, ale na spontanie stwierdziliśmy, że chociaż na 5 dni, gdzieś skoczymy. Ela zabrała się za szukanie jakieś fajnej oferty i… szukała i szukała i szukała. Padaka jakaś! Wszędzie mega drogo. Oczywiście pojęcie „drogo” jest względnie, ale dla zobrazowania: na tygodniowy wyjazd do Bułgarii w tamtym czasie miałbym wydać z biura podróży 1600-1800 zł od osoby w opcji all inclusive. Na podobne wakacje w Polsce musiałbym przeznaczyć 2500-3000 zł, a do tego dochodzi aspekt gwarancji pogody.
Łapałem się za głowę i nie wierzyłem. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Hotel Konradówka w Karpaczu. Szybki wyjazd na 5 dni. Już po przyjeździe zrozumiałem jedną rzecz. Ceny w naszych hotelach po prostu nie są dla nas, ale dla gości z Niemiec oraz Rosji. Oni są w stanie zapłacić więcej, a póki jest popyt, to będzie też i taka cena. Wolny rynek, więc nic na to nie poradzimy.
Wspomniałem, że byliśmy 5 dni. W tym czasie mieliśmy 1 pogodny dzień, drugi pochmurny, ale jakoś znaleźliśmy sobie zajęcie, natomiast już w pozostałem albo mocno padało albo zrywami. Gdybyśmy nie mieli basenu w hotelu, to byłoby smutno.
Wydaliśmy na ten cały wyjazd coś około 2 200 zł. Na sam hotel nie narzekam, bo obsługa przyjemna, czysto itd. Na sam Karpacz raczej też nic złego powiedzieć nie mogę, ale jakoś wrażenie ogólne przez tą cenę oraz pogodę mocno spada.
I właśnie dlatego wolę Włochy. Jadąc tam może i nie zapłacę mniej. Powiedziałbym, że nawet jest drożej, chyba, że się dobrze pokombinuje, ale mam wiele korzyści. Jest ciepło, słonecznie, pyszne jedzenie, sympatyczni ludzie. Mogę powiedzieć, że stosunek ceny do jakości jest dużo bardziej atrakcyjny niż w Polsce. Trochę szkoda, że tak się dzieje, ale właśnie dlatego wolę Włochy niż Polskę.
4 komentarze
Mila
Bardzo dobry syntetyczny artykul. Problem polega na wysokich cenach, i niepewnej pogodzie. Stad pomimo, ze w Polsce sa dobrzy dentysci, na uslugi ktòrych nie moge sobie pozwolic we Wloszech od lat jezdzilam na Slowacje, do Chorwacji czy do Bulgari, bo tam i hotele sa tansze i uslugi kosztuja mniej, a poziom uslug podobny do polskich, z tym, ze ,mniej lania wody…a co do wakacji, nie wierze, by polskie morze swiecilo pustkami zawsze znajda sie chetni i slusznie zreszta, po drugie teraz na plazy mozna siedziec caly dzien, jesc i spac o ile jest pogoda…ale wakacje sa raz na rok, musimy zregenerowac nasze sily nie wierze by to mozna zrobic, gdy pada deszcz, a czesto tak wlasnie jest w Sopocie, przy czym ceny kwater po prostu zabòjcze…dlatego wcale sie nie dziwie, ze jedzie sie do Wloch, tu jak sie dobrze poszuka to tez mozna znalezc kwatere za cene 30 euro za noc od osoby, czyli tyle ile w Sopocie pare lat temu…
Michał Szydlik
Mila nie no oczywiście, że nad polskim morzem są tłumy. Gdyby nie było, to i ceny byłyby niższe. Tak przy okazji to kolejny aspekt, który mnie w jakiś sposób drażni w kontekście polskiego morza. Mianowicie te parawany, wiatrochrony, które Polacy rozkładają, nawet jeśli wiatru nie ma. Co za głupia i żenująca akcja. Totalna wieś. Człowiek przychodzi sobie o 9 na plażę, a miejsce na rozłożenia ręcznika jest w trzecim rzędzie linii brzegowej, bo ludzie szaleją i przychodzą o 5 nad ranem „zająć terytorium”.
Mila
Przez cale lata jezdzilam na plaze w miescie Alicante w Hiszpani.Od paru lat jednak na plaze mozna wejsc tylko o okreslonej godz, tj kiedy plaza zostanie wyczyszczona. W Polsce natomiast nie wiem jak to jest z czyszczeniem, bo zawsze znajdowalam kawalki szkiel i to mnie bardzo draznilo, chodzilam w sandalach, z tym grodzeniem tj tworzeniem wlasnej zagrody to jakis prostacki zwyczaj, przypomina zajmowanie miejsca w kolejkach za czasòw komuny. Mnie natomiast opròcz gwarantowanej pogody przyciaga na wloskie morze jeszcze inny aspekt, a mianowicie, ze mamy jednoczesnie morze i gòry , oraz, ze mozna znalezc zatoczki odosobnione bez turystòw, ponadto nawet w zimie matki z malymi dziecmi jada za Neapol o ile pociechy maja problemi z oddychaniem i alergia, bo morze Srodziemne jest bardziej zasolone niz Baltyk, tam wychodzilo sie za moich czasòw po burzy sztormowej by wdychac ozonu. Wiec wszystko przemawia za tym, ze autor ma racje
Michał Szydlik
Pani Milo bardzo dziękuję za ten komentarz. Faktycznie zapomniałem napisać jeszcze o kwestii utrzymania czystości oraz o tym zasoleniu wody. Dzięki takiemu stężeniu soli jest też mega wyporne. Uwielbiam się po prostu położyć w wodzie na plecach, założyć ręce pod głową i tak sobie dryfować swobodnie. Kompletnie nie boję się, że jakoś pójde pod wodę, bo ta sól naprawdę wypiera.