Odlot w Il Talismano
Wakacje we Włoszech to także smakowanie miejscowej kuchni, wyjścia do lokalnych restauracji, czy wreszcie próbowanie prawdziwie włoskiej pizzy. Nie mogło się, więc bez tego odbyć również podczas naszego pobytu w Sorano, w Toskanii. Trafiliśmy na bardzo przyjemną restaurację Il Talismano.
W sumie trudno było nie trafić, skoro znajdowała się jakieś 200 m od naszego Villaggio Le Querce, po drodze do miasteczka. Zanim jednak opiszę co dobrego tam oferują, podzielę się taką małą refleksją. Słuchajcie, czy wyobrażacie sobie restaurację w Polsce, gdzieś na obrzeżach mieścinki z 3 tysiącami mieszkańców, która dodatkowo nie znajduje się tuż przy głównej ulicy? Niemal niewidoczną z tejże ulicy, bo schowaną za drzewkami? A jednocześnie ciesząca się dużą popularnością, że aż przyjeżdżają do niej goście z całej okolicy, zastawiając samochodami cały parking? Ja niezbyt. Nie ogranicza się to jedynie do tej jednej opisywanej przeze mnie teraz restauracji Il Talismano, bo takich miejsc na Półwyspie Apenińskim jest mnóstwo. To jest różnica między Polską a Włochami jeśli chodzi o taką kulturę spędzania czasu w restauracjach.
Pizza, ale na wynos
Przyznaję, że nasz pierwszy kontakt z tą restauracją też był bardziej polski, bo zamówiłem jedynie pizzę na wynos. Chcieliśmy sobie miło posiedzieć na tarasie, ze smacznym jedzonkiem, do tego wino. Wiecie, taki romantyczny spontan na wakacjach.
Weszliśmy do Il Talismano i trochę się, że tak powiem – wystraszyłem. W środku tak nieco „zbyt ekskluzywnie” i od razu przyszły myśli, że będzie drogo. Szybki rzut oka w kartę i od razu człowiek się spokojny zrobił. Wszystkie klasyczne, dobrze nam znane pizze w cenie 6 euro. Jedynie ta z owocami morza oraz jeszcze jedna były droższe, bo w okolicach 8-9 euro.

Wzięliśmy zatem Frutti di mare i Capriciose. Ciasto cieniutkie, ale naprawdę cieniutkie. Wypiekane w piecu opalanym drewnem. To się od razu czuje. Na tej morskiej dużo muszli, pyszny sos pomidorowy. Jak oni to robią? Próbowałem już różnych przepisów, ale to nie to samo. Może kwestia pomidorów? Na drugiej z kolei włoska wędlina, mozzarella, czarne oliwki. Naprawdę trudno porównać jakąkolwiek z Polski. No może w takiej naszej wrocławskiej San Lorenzo serwują też włoską pizzę.
Owoce morza na świeżo
W przedostatni wieczór postanowiliśmy się wybrać na taką konkretną kolację z owocami morza. W Il Talismano zjawiliśmy się koło 19.00. Byliśmy jedynymi gośćmi. Niemniej nie było w tym nic dziwnego. Inni klienci pojawiają się normalnie po 20.00-21.00. Wybraliśmy miejsce na zewnętrznym ogródku, gdyż było przyjemnie ciepło, ale nie parno.
Zaczęliśmy od przystawki. Wzięliśmy taki mix na naszą dwójkę, na który składało się m.in. carpaccio z ośmiornicy, sałatka z kalmarów, cukinii i marchewki, koktajl z krewetek oraz kuskus z pieczarkami. Zdecydowanie pierwszy głód zaspokoiliśmy. Wszystko świeże, ładnie podane, bardzo smaczne.

Na pierwsze danie, a więc primo piatto, wybraliśmy makarony. Zjadłem spagetti z pomidorkami i krewetkami, a Ela ogólnie z owocami morza. Makaron nie był rozgotowany, ani za twardy. Lekko wymieszany w sosie. Zupełnie inaczej niż np. w niektórych polskich restauracjach, gdzie najwyraźniej wychodzi się z założenia, że im więcej sosu tym lepiej. To nie on ma stanowić dominującą rolę dania.

Po zjedzeniu tego wszystkiego byliśmy już… pełni. Oczy jednak jadły nadal. Pozwoliliśmy sobie, więc na pełny odlot. Na drugie danie Ela poszła już w mięso, a dokładnie w wieprzowinkę. Można rzec, że kolacja terra-mare :). Ja natomiast konsekwentnie próbowałem morskich pyszności i wybrałem frittate mix. Ludzie, ludzie! Kolejne bardzo smaczne danie, ale jaki wielki żal był, kiedy po prostu już nie byłem w stanie tego w siebie wcisnąć. A przyznaję, że ja to lubię sobie syto pojeść ;).

Kucharz z restauracji Il Talismano nas rozpieścił. Przy płaceniu rachunku, który wyniósł z napojami 66 euro, widziałem spojrzenie pani kelnerki i wtedy sam przyznałem, że chyba przesadziliśmy. Ona tylko z uśmiechem przyznała, że faktycznie zaszaleliśmy, bo dania są solidne. No, ale jak odlot to odlot.
Jeśli będziecie w okolicy Sorano, to polecam Wam tę restaurację. Smacznie, świeże produkty, ładnie podane, miła obsługa i szczerze nie wychodzi drogo. Na pewno stosunek jakości do ceny jest jak najbardziej w porządku.

9 komentarzy
Bogumila
Panie Michale, gdyby makaron byl rozgotowany to nie dlugo by tego typu restauracja u nas istniala. Dobrze Pan wie, ze musi on byc gotowany na zab. Z tego co widze to dobrze Pan sobie podjadl, ale nie zakonczyl Pan tej biesiady zadnym z deseròw…..do mnie przyjechala w sierpniu polska czteroosobowa rodzina na deser podalam im budyn czterowarstwowy a kazda warstwa o innym smaku i kolorze a na wierzchu galaretka z kompotu z owocami, przepis na tego rodzaju desert wzielam z jednego hotelu w Toskani, oraz postawilam slodkie wino moscato produkowane w Piemoncie , a dla dzieci fragolino, ponadto ciasto z ricotty z dodatkiem kaszki mannej na wierzchu zalane czekolade przepis dobry i prosty tez pochodzi z regionu, ktòry Pan odwiedzil. Natomiast na obiad poszlismy z nimi juz w Salerno do restauracji, do znajomych, nie uwierzy Pan, ze za piec calych obiadòw bez przekasek , ale z dodatkowym pierwszym daniem dla 9-o letniego chlopczyka i puszka coli dla niego, kawa dla dwòch osòb zaplacilismy tylko, ale to tylko jest prawdziwe a nie naciagane 35 euro. Jest rzecza bowiem stara jak swiat, ze gdy sie wie gdzie pòjsc mozna dobrze i stosunkowo tanio zjesc. Dawniej symbolem takiego jedzenia byla klasyczna trattoria, ktòrych jest coraz mniej we Wloszech, ustepuja one miejsca restauracjom, gdzie porcje sa male a ceny wysokie. Co do pizzy w Polsce, panie Michale to jakies nieporozumienie, kawalek plazka z keczupem jak i menù w wiekszosci lokali serwujacych wloska kuchnie , ale tylko z nazwy…, ja czesto staje przed taka restauracja, czytam menù i zastanawiam sie, a gdzie tak jedza? Ze zgroza zauwazylam, ze Polacy sycylijskim pesto smaruja chleb, a gdy kupilam genuenskie by przyprawic nim makaron, na pytanie czy je znaja, odpowiedzieli, ze tak , maczaja w nim kielbaski…Pozdrawiam Panie Michale, za trzy dni znowu jade do Salerno, juz nie moge sie doczekac , bo znam doskonale miejsce niedaleko mego domu, gdzie sa strasznie dobre i tanie ciastka, a ja niestety bardzo je lubie Bogumila
Michał Szydlik
Pani Bogumiło cieszę z kolejnego Pani komentarza, bo coś ostatnio było cicho :). Tak co do desera, to zrobiła mi Pani teraz smaka, sam bym taki budyń chętnie spróbował. W Il Talismano niestety przesadzaliśmy z daniami i na deser już nie mieliśmy miejsca. Ja nawet krewetek z drugiego talerza nie zjadłem wszystkich, a tak je uwielbiam. Co do kosztów, to fakt, jak się wie gdzie pójść, to jest taniej. Na Sardynii jak byliśmy to w pierwszy wieczór poszliśmy do pobliskiej restauracji i wydaliśmy za dwa dania i zupa di cozze na przystawkę plus piwo: 50 euro, a gdy pojechaliśmy na wycieczkę do Porto Cervo i Baia Sardegna, to mój kolega polecił nam restaurację L’Oasi. Tam za dwa dania, przystawkę i napoje zapłaciliśmy… 20 euro. Jest różnica. Dlatego we Włoszech lepiej omijać restauracje „dla turystów”. Popytać miejscowych gdzie polecają się udać.
Bogumila
Panie Michale napisalam juz drugi komentarz dotyczacy pobytu w Sorano, ròwniez i tego nie widac, prosze sprawdzic z lask swojej, pozdrawiam Bogumila.
Michał Szydlik
Pani Bogumiło nic nie widać w systemie.
Bogumila
Dziekujac za mile slowa pod moim adresem donosze, ze dzieje cos dziwnego, ten komentarz pisze poraz trzeci i mam nadzieje, ze tym razem sie pojawi, a nie zniknie jak dwa poprzednie. Nie widze tu zadnej manipulacji ze strony istot zywych po prostu jak to sie mòwi zlosliwosc rzeczy martwych, czy techniki. Jestem na wylocie , znowu kierunek Salerno, tym razem nie jade pociagiem prywatnym Italo, nie mylic ze strzalami biala czy czerwona , a autobusem. O ile kupi sie bilet ze znacznym wyprzedzeniem kosztuje wzglednie tanio, nawet obnizka moze byc 50%, warto o tym pamietac gdy jedzie sie do Wloch, bo podròzuje sie doskonale z Turynu, Mediolanu, Boloni, Rzymu do Salerno, taka jest w duzym uproszczeniu trasa pociagu, mozna w nim kupic napoje, miec wlaczony internet, a takze obejrzec film. Natomiast o tym, ze mozna kupic bilety na autobusy ròwniez ze znaczna znizka dowiedzialam sie od przyjaciela mego syna, ktòry kazal nam zajrzec na odpowiednie sito czyli chyba link po polsku no i chlopaki kupili bilet na autobus z Barcelony do Turynu za polowe ceny. Jest mi przykro, ze moje poprzednie komentarze gdzies znikly bowiem napisanie takowyz ze wzgledu na chorobe lokci i dloni kosztuje mnie duzo wysilku. Jednakze robie to poniewaz cenie sobie Panskie artykuly, wnoszace ciagle cos nowego. Reprezentuje bowiem Pan typ badan, ktòry amerykanski socjolog N. J Smelser nazwal zejsciem na pole, w niezbyt doskonalym tlumaczeniu, a prosciej powiedziawszy sam Pan jezdzi i testuje to co pisze. Czytam pare blogòw w ròznych jezykach i metode te z duzym powodzeniem stosuja Hiszpanie. Co do Sorano to poprzednio powracajac samochodem z Salerno nagle na autostradzie zobaczylismy drogowskaz Sorano i na gòrze za chwile ukazalo sie miasteczko z zòltego tufu. Przypomnialy mi sie slowa jednego starszego Pana, ktòry mi powiedzial, ze w budynkach z tufu w lecie jest chlòd, pomyslalam sobie o ile Pan Michal gosci w tego typu strukturze nie potrzebuje nawet klimatyzacji, ktòra jak wiadomo jest bardzo zdradliwa. Bolal pan nad faktem, ze nie zobaczyl czegos wiecej jak Pan wie liczy sie jakosc a nie ilosc. Wprawdzie od lat Amerykanie a w slad za nimi ròwniez i niektòrzy Polacy jada , pstrykna zdjecie i leca naprzòd ale to nie jest zwiedzanie, nalezy robic wszystko ze spokojem. Nie byl pan we Florencji, pojedzie Pan w przyszlosci, zreszta czytajac opinie o tym miescie znanej wloskiej dziennikarki i pisarki O. Fallaci moze niewiele Pan stracil. Ona tam urodzona, wolala wybrac zycie w Stanach Zjednoczonych niz patrzec na powolny, ale nieunikniony upadek swego miasta. Pisala bowiem o biwakach ze strony emigrantòw, o sikaniu przy pomnikach etc, o kupach nie tylko smieci. Ktos znajacy Jej zyciorys mòglby powiedziec, ze jednak do Wloch wròcila, tak, ale by tam umrzec. Jej gròb znajdujacy sie na przedmiesciach miasta,na ewangielickim cmentarzu jest systematycznie i zlosliwie bezczeszczony, pozbawiany kwiatòw oraz .. niestety czytalam, ze chodza sie tam zalatwiac, wiadomosc te podala prasa. A reraz jak to sie mòwi z innej beczki, w tym roku jest coraz trudniej i drozej byc turysta we Wloszech, bowiem, podniesiono VAT za uslugi turystyczne, podwyzszono podatek turystyczny, w Pompejach nie ma juz darmowych biletòw dla osòb, ktòre ukonczyly 65 lat, oraz niestety wprowadzono prawie wszedzie platne parkowanie. Co mi z tego, ze np w Salerno otwarto nowa i calkiem przyzwoita i do tego darmowa plaze w centrum miasta, a ciekawostka powinnam dodac pod wezwaniem sw Teresy, bo taka nosi nazwe, ale od kiedy i plaze maja swojego patrona? Co mi z tego, bo na plaze wejde gratis, ale o ile bede samochodem musze zaplacic za wszystkie godz plazowania…mieszkancy z tego co mi powiedzieli zaczeli …wyzbywac sie samochodòw a kupowac skutery bo te nie placa za parkowanie… o ile sie idzie obejrzec wykopaliska w Pompejach straci sie pòl dnia a bilet to razem z wejsciem na wystawe 15 euro, do tego parkowanie to duzy uszczerbek dla portfela. Zakoncze mòj wywòd pewnym powiedzeniem arabskim, ktòre mòwi, ze owce mozna strzyc wiele razy, ale gdy sie ja zarznie welny wiecej nie bedzie. Rodzi sie wiec pytanie czy nikt z naszych politykòw nie zdaje sobie sprawy, ze uderzajac podatkami w turystyke zarzynamy te owce dajaca nam welne, co wynika z Panskich obserwacji Panie Michale na jakim jestesmy etapie, bo ja mysle, ze niewiele nam juz brakuje…..
Michał Szydlik
Pani Bogumiło chciałem napisać, że decyzje włoskich władz w stosunku do turystyki są dla mnie niezrozumiałe, ale po chwili refleksji stwierdzam, że jak „niezrozumiałe”, przecież tu chodzi o kasę. W 2013 roku, kiedy byłem na Sardynii rozmawiałem z moim byłym szefem, Włochem, a właściwie Sardyńczykiem z krwi i kości. Powiedział mi, że „Michele jak my Wam zazdrościmy rządu, ci nasi to nam kraj rujnują. Kryzys wielki, wewnętrzna turystyka się kurczy, bo Włosi nie są pewni jutra, więc wolą oszczędzać i się nie ruszać z domu. Sam popatrz. Przyjechałeś na wakacje na Sardynię, teraz Was i Rosjan tu dużo i dzięki Wam jakoś to się jeszcze w miarę kręci, a przecież pamiętasz kilka lat temu jak tu przyjeżdżałeś, to język polski było trudno usłyszeć. Jest kryzys i nasi szukają kasy, gdzie popadnie. Ja czytam co się w Europie dzieje i naprawdę mam wrażenie, że u Was rząd tak nie panikuje” Zaskoczył mnie i nawet mu powiedziałem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i każdy kraj ma swoje problemy i u nas też się narzeka, bo taka kolej losu, że zawsze się będzie narzekać. Jednak miał rację, że nas Polaków to na Sardynii te 3 lata temu było naprawdę sporo. Nawet w tym roku Włochy i Chorwacja to najczęściej wybierane kierunki przez Polaków, co tłumaczone sjest tym, ze do północnej Afryki boimy się już latać, niepewna jest sytuacja Turcji, a do tego ludzie dostali 500+, na które np. ja pracuję, aby inni mogli się cieszyć za nic. Obawiam się jedynie, że w perspektywie takich działań ze strony Włoch ta turystyka we Włoszech ucierpi. Tak jak Pani pisze bilet 15 euro plus parking itd. Do tego w międzyczasie jakiś obiadek, to już się robią poważne koszty. Przysłowiowy „Janusz i Grażynka”, którzy mają 500+ i jadą na wakacje z torbą pasztetów, przecież nie udźwigną takich wydatków, a co za tym idzie – ich poznawanie Włoch skończy się na leżeniu plackiem na plaży. Tracą oni, bo nie będą wiedzieć co to są Włochy tak naprawdę i tracą Włochy, bo ludzie nie będą poznawać ich bliżej, nie będą dostrzegać wyróżników, elementów, które sprawią, że ci chętnie polecą wakacje we Włoszech swoim znajomym. Nie będzie tzw. poczty pantoflowej, koła zamachowego w obecnych czasach. Dzisiaj dużo osób planując wakacje, zasięga opinii w internecie. Czyta blogi, śledzi opinie na Tripadvisor, czy serwisach bookingowych. Jeśli Włosi ograniczają możliwości dotarcia do dóbr kultury podnosząc te, czy tamte opłaty, to przecież kto coś o nich sensownego napisze? Czy opinia „Bardzo fajnie we Włoszech jest, plaża spoko” kogoś zachęci? Przecież plaże „spoko” są w Hiszpanii, Bułgarii, Grecji. Dlaczego by wybierać zatem Włochy? Ja staram się na swoim blogu pokazać, że te Włochy jednak coś mają do pokazania i to można też zobaczyć za nieduże pieniądze. Tylko czy w perspektywie to nie będzie walka z wiatrakami? To arabskie powiedzenie bardzo mi się podoba i na pewno powinno dać do myślenia decydentom. Niech szukają pieniędzy dla budżetu państwa gdzie indziej, reformują państwo, stwarzają możliwości rozwoju małych i średnich firm, które napędzą PKB, bo polityka wyciągania kasy skąd tylko się da na dłuższą metę nie ma sensu.
P.S. Mi też przed chwilą nie wskoczył mój komentarz, nie byłem zalogowany, a w formularzu były podane dane jak tego zalogowanego użytkownika i chyba dlatego system się zbuntował :/
Bogumila
Panie Michele dziekujac za odpowiedz, informuje, ze otrzymalam Panski komentarz na moja poczte napisany w sposòb trudno czytelny, jakby czesciowo zaszyfrowany, stad dopiero teraz gdy otworzylam panski blog mialam moznosc dobrze ja przeczytac. Tak, przyznaje Panu racje, sprawa polega na robieniu kasy za wszystko i wszedzie, oszukujac obywateli w sposòb bezczelny, np. ja przed laty donioslam miastu, ze powierzchnia uzytkowa mego mieszkania wynosila 90 m, bo tak mi sprzedalo biuro nieruchomosci, ale liczac z balkonem, piwnica metròw realnych bylo 70 niecale. Placilam za smieci przez 13 lat z naddatkiem, ku memu wielkiemu zdumieniu otrzymalam pismo….ze oszukalam miasto bowiem moja powierzchnia mieszkalna wynosi w rzeczywistosci metròw ….120, wlepiono mo 1000 euro kary i mialam zaplacic za zaleglosci za ten metraz niby oszukany….moglam jednak odwolac sie, w tym wypadku bez adwokata , bo o ile trzeba brac adwokata ludzie rezygnuja i placa in partenza jak sie u nas mòwi. Polecialam do biura katastralnego no i okazalo sie, ze plan mieszkania ktòry ten urzad posiadal nie jest moim, a co najlepsze byl tam i adres a byla to zupelnie inna ulica i dzielnica. Z fotokopia tego planu musialam leciec do urzedu miasta, tam isc do kierownika, ten mi odpowiedzial, ze jednak by to sprawdzic musza pisac do….Rzymu, co mnie bardzo zdziwilo bowiem jestesmy w Turynie i tu nie wiedza , a maja wiedziec w Rzymie? Niemniej jednak wplacilam oplate za te ich interwencje i ….zaczelam sie modlic by w stolicy znalezli plan mego mieszkania bo jak nie to musialabym wziac rzeczoznawce, ktòry ten plan mòglby mi nakreslic, ale to wydatek wiekszy niz moja emerytura…… o wyniku mialam byc zawiadomiona przez poczte elektroniczna, oczywiscie nic tam nie przyszlo przez dalszych 6 miesiecy….usilowalam dowiedziec sie czegos wedrujac od urzedu do urzedu, ale przegoniono mnie stamtad. W koncu powiedzialam kierownikowi zlapanemu w korytarzu, ze sprawe oglosze publicznie w prywatnej telewizji, a wiec zrobil mi laske i zapisal na audiencje, pozwole sobie na troche ironi….w koncu urzedniczka oznajmila mi, ze powierzchnia mego mieszkania to 80 m, poniewaz placilam za 90 nie zwròca mi zaplaconych pieniedzy w gotòwce, a beda kazdy rok zmniejszali moja naleznosc ale niestety tylko przez 5 lat….nie protestowalam nie chcialam dalszego stresu….w dwa tygodnie pòzniej otrzymalam mail ….moja powierzchnia wynosi 120m bowiem wliczaja w nia grubosc muròw, 10% podwòrka etc, nie wytrzymalam, zadzwonilam do pani, ktòra mnie o tej ekstra powierzchni poinformowala i troche podnioslam glos, odpowiedziala mi,ze od takiej powierzchni odjeli iles tam procent wiec metròw jest 80…..i tak jest wszedzie Panie Michale, zycie tutaj to nie zabawa, to ciagla walka, czlowiek sie buntuje a i tak wie, ze to walka z wiatrakami, jesli chodzi o tutystyke, nie mamy politykòw u nas sa nimi aktorzy, prezentatorzy telewizyjni, nie ma nikogo o staturze De Gasperi, uczciwego i znajacego sie na rzeczy…ma racje Panski rozmòwca z Sardyni doprowadzili kraj do ruiny, Panski wywod jest sluszny, bowiem widzi Pan problem w skali globalnej, tragedia jest, ze u nas widzi sie wszystko powierzchownie i jezdzi sie wylacznie na pozytywnym wizerunku Wloch na ktòrego pracowaly miliony Wlochòw przed nami….pozdrawiam serdecznie
Alberto
Witam Pana Panie Michale, czytam Panskie artykuly bedac od jakiegos czasu w Stanach, i niekiedy podziwiam Panska odwage, gdy bylem na poczatku lipca we Wloszech nasza regionalna prasa doniosla o zatruciu wody w okolicach Wenecji w tròjkacie pomiedzy Wenecja , Wincenza i jeszcze czyms, miano stamtad ewakuowac 300 tys ludzi, ale nie slyszalem nic na ten temat w telewizji. Wszystko po cichu by nie wystraszac turystòw, bo tam sa kampingi zawsze pelne i wcale nie tanie, a jak wiadomo na tym sie zarabia i wszystko sie kreci , panstwo kasuje coraz wyzszy WAT, miasta podatek pobytowy, Pan czy ja mozemy w obecnej dobie pozwolic sobie nawet na krytyke systemu, wyciagania pieniedzy z turystòw zagranicznych czy miejscowych, bowiem w mysl zasady Voltaire , ja nie podzielam twojego zdania, ale oddalbym zycie bys ty mògl sie na ten temat swobodnie wypowiedziec, ale nasza krytyka jest rzeczowa i w….dobrym guscie, mòwie o dobrym guscie, bo po prostu oburzam sie na dzisiejsza satyre CHarlie Hebddo dotyczaca naszych zabitych i rannych na skutek ostatniego trzesienia ziemi, zyczylbym im by mniej wiecej co 5 lat mieli do czynienia z katastrofami naturalnymi jakie trapia nasz kraj, przeciez nie zdazymy odbudowac miast po jednym trzesieniu a juz mamy drugie a dzis pojawia sie rysunek mezczyzny oblanego krwia i on jest wedlug ich dziennikarza makaronem w sosie pomidorowym penne sauce Tomate, kobiety tez okrwawiowej to penne gratinèes , a zabici przywaleni gruzami kilkoma warstwami gruzòw to lasagne, gdy studiowalem w Polsce to nauczylem sie takiego okreslenia po prostu dno i chyba nic wiecej dodawac nie trzeba pozdrawiam Alberto
Pingback: